Ins Polnische übersetzt von Anna Czyżewska (Dziękuję bardzo za waszą wspaniałą pracę.)
Miała na imię Lydia. Była pięknie zbudowana, bez grama tłuszczu, wysportowana- bez zarzutu od stóp do głów.
Miał na imię Moritz. Był facetem z czołem myśliciela. Wspaniały kucharz i wielki marzyciel.
Właściwie nie byłoby powodu, aby ta historia powstała, gdyby nie prawda, że przeciwieństwa się przyciągają.
Początek tej historii był również czasem końcowych egzaminów, które zdawali młodzi adepci kształcący się na bożków miłości- „Amors Eleven”. Jak to zwykle bywa, jeden z egzaminowanych był tak zdenerwowany, że strzała, którą wypuścił trafila nie tam, gdzie celował. Było jednak za późno- Lydia i Moritz zostali trafieni- ich uczucie zapłonęło. Niefortunny uczeń został przeniesiony karnie do działu czyszczenia chmur. Natomiast Lydia i Moritz byli tak szczęśliwi! Ich serca biły wspólnie jednym rytmem.
Ich Aniołowie Stróże, Estramus i Fidelius także spotkali się , ale wyłącznie z powodów zawodowych. Koledzy po fachu mieli sobie wiele do powiedzenia.
-Ja wyląduję na rencie przez mojego podopiecznego! Albo na urlopie dla poratowania zdrowia w najlepszym razie- narzekał Estramus.-Cóż to za marzyciel! Nie mogę odstąpić go na krok. Gdyby nie ja, całowałby w uniesieniu chyba kwiaty w parku i gadałby do wiewiórek. Któregoś dnia był tak roztargniony, że chciał użyć kremu do golenia zamiast pasty do zębów.
-Phi… Twoja praca to bułka z masłem! Dziecko dałoby radę- kpił Fidelius-Nie to, co ja! Moja Lydia jest..alpinistką. Wspina się jak kozica po najbardziej stromych skałach, tak, że nawet anioł dostaje zawrotów głowy.
-Tak , tak, kiedyś to było życie. Nie to, co teraz.- spojrzeli na siebie i westchnęli gorzko, ponieważ mieli bogate anielskie doświadczenie, ale to, co działo się teraz było dla nich kompletną nowością . Z zakochanymi to zupełnie inna sprawa. Wiadomo, kto jest zakochany , łatwo traci głowę. Dla naszych Aniołów to oznaczało podwójna pracę. Nocą padali na chmurę i usypiali momentalnie.
Na szczęście były też chwile, gdy Lydia i Moritz słuchali razem ulubionych piosenek albo oglądali kolekcje znaczków i pocztówek. A może byli zainteresowani czymś innym? Nie bądźmy zbyt dociekliwi! Wówczas Estramus i Fidelius wycofywali się dyskretnie tak, jak przystało na dobrze wychowanego Anioła Stróża. Wtedy szli do najbliższych znajomych na jakąś małą karciankę.
Jednak po kolejnym, wyjątkowo wyczerpującym tygodniu, Estramus, który był trochę mniej odporny i miał wyraźną potrzebę urlopu na żądanie, zwrócił się do swojego kolegi.
-Słuchaj, kiedy oni są razem, tak naprawdę potrzebny jest tylko jeden Anioł, prawda?
Tak właśnie Estramus postanowił wprowadzić racjonalny podział pracy.Co ty na to, żebyśmy się rozstali. Tym razem ja trochę odsapnę, a następnym razem ty będziesz miał wolne.
I Fidelius w swym młodzieńczym niedoświadczeniu zgodził się.
Wydawało się ,że nie będzie aż tak źle, ponieważ zakochani postanowili pospacerować nad rzeką. Niestety mylił się. Nasza para przezywała trudne chwile. Jakoś wydawali się przygnębieni. Fidelius zagrał cichą melodię na harfie, aby ich rozweselić, ale to na nic się nie zdało. Lydia i Moritz zatrzymali się na moście i spojrzeli w wodę. Fidelius wystraszył się – Aniołowie Stróże unikają wody… jak diabeł przed wodą święconą. Powód jest w sumie banalny: Kiedy część ich ciała zamoczy się, stają się widoczni. Dlatego Aniołowie Stróże pozostają w domu, gdy pada deszcz. Nic więc dziwnego, że przy słotnej pogodzie zdarza się tyle wypadków!
Lydia i Moritz zatrzymali się przy balustradzie. Oparli się o nią, pochylili się i patrzyli w taflę rzeki. Fidelius jak linoskoczek balansował na poręczy , chwiejąc się niemiłosiernie tak, aby nie spaść. Gdyby św. Piotr to widział, byłaby niezła awantura! To , co nasz anioł usłyszał było przerażające. Moritz chciał zerwać związek. Czuł, że nie do końca im się układa ( strzały miłosne nie działają w nieskończoność). Lydia nie poddawała się tak łatwo. Zdecydowała, że na razie obejdzie się bez wspinaczki, sprzeda motocykl i zrezygnuje z kursu karate. Wyjaśniła mu również, że chciałaby przede wszystkim poświęcić się rodzinie, gdyby coś się wydarzyło.
Przykro mi, ale nie mam wątpliwości. Nasze drogi rozchodzą się.- Moritz był pewien swoich słów.
A Fidelius aż podskoczył z radości ( taka decyzja oznaczała mniej pracy), zapomniał, gdzie stoi, stracił równowagę i jak deska wpadł do wody. To wyrwało Lydię i Moritza z zamyślenia.
Hej , człowieku , co to wyczyniasz?-wrzasnął blady z przerażenia Moritz.
Ale Lydia była bardziej przytomna. Przeszła wszystkie stopnie ratownictwa wodnego i doskonale wiedziała, co robić. Jak szczupak zniknęła w rzece, jednak ratowanie anioła było zadaniem zupełnie innego kalibru niż te, które dotychczas wykonywała. Przede wszystkim przeszkadzały jej skrzydła niefortunnego pływaka, ciągle pióra miała a to w nosie, a to w ustach. Wprawdzie prąd wody wzrastał coraz bardziej, ale akurat z takim wyzwaniem wysportowana Lydia potrafiła sobie poradzić bez problemu! Mocnymi pchnięciami nóg, trzymając anioła za skrzydła, wypłynęła na brzeg. Moritz takich emocji jeszcze nigdy nie przeżył, ale to był dopiero wstęp do dalszych wydarzeń.
-Kim ty jesteś? Na głowę upadłeś? – krzyczał do anioła, który stała zażenowany i gdyby mógł , zaczerwieniłby się po same uszy. Mój Boże, tego żaden anioł nie przeżył! A gdyby dowiedział się o tym św. Piotr- lepiej nie myśleć!
Na początku Fidelius nie chciał nic mówić, ale kiedy Lydia zagroziła, że oskubie go jak kurę, jeżeli nie wyśpiewa wszystkiego, z wahaniem przyznał się.
Lydia uznała, że to wcale nie jest zabawne, tym bardziej ,że misja anielska jest bardzo delikatna. Z takim Aniołem Stróżem nikt nie byłby już bezpieczny w życiu!
Dziewczyna przemyślała wszystko. Komu mogłaby zaufać? Moritz…to już przeszłość…Anioł- niefrasobliwy chłystek. Postanowiła, że pójdzie do klasztoru i to najlepiej klauzurowego. Te myśli, jak piorun przeleciały jej przez głowę. W tym momencie powinniście byli zobaczyć Moritza! Jak zaczarowany patrzył, jak Lydia ratuje anioła z wody – kaskader zazieleniłby z zazdrości! Ten widok rozpalił w nim miłość. Podziwiał jej bohaterstwo, zawsze pragnął takiej kobiety!
Wkrótce Lydia była w drodze do klasztoru. (Napięcie rośnie, proszę wstrzymać oddech!). Moritz pobiegł za nią. „Lydia!” krzyknął. Zobaczył otwarte drzwi klasztoru. Wyprzedził ukochaną i padł do jej nóg. Siła miłości była tak wielka, że ściana klasztoru runęła i już nigdy brama klauzury nie zamknie się za Lydią. Moritz klęczał i czekał aż nie do końca zdecydowana Lydia przytuli jego głowę. Po chwili odetchnął z ulgą- czuł dłonie dziewczyny . Ostatnie lody puściły! Łzy szczęścia i radości przeplatały się.
A nasi młodzi wkrótce pobrali się , bo na co było czekać? Pobrali się. Dwaj Aniołowie Stróże, teraz znowu niewidoczni, wcierali nosy trzema paczkami chusteczek podczas ceremonii ślubnej.
Odtąd Estramus i Fidelius mieli mnóstwo czasu na niebiańskie karcianki. Od czasu do czasu zastanawiali się, jakie rozmiary przybrała kolekcja płyt, znaczków i pocztówek. Ale przyzwoity anioł nie plotkuje, tylko owija się skrzydłami i milczy.
A życie Lydii i Moritza potoczyło się niebiańsko pięknie. Najpierw urodziła się Angela, potem Engelbert. Za nimi podążyli: Angelika, Angelina, Angelo, Engelbrecht, Angel, Angéline i jeszcze Angelique.
I niech no ktoś teraz powie, że Anioł Stróż, nawet przemoczony do ostatniej nitki, nie przynosi szczęścia?
Moritz stał się dobrym panem domu ( cokolwiek to oznaczałoby), a Lydia została szefem firmy.A jeśli nie umarli, domownicy, menadżerowie i kłopoty nadal trwają.